To będzie najsmutniejszy post, po 32 dniach kończę moją podróż.
W skrócie tych parę ostatnich dni:
Wróciłem do Arequipy, tam spędziłem jedną noc i we wtorek o 1.00 miałem nocny autobus (9 godzin) do Nazca. Złe fatum chyba już się skończyło, tym razem nie siedziała obok mnie stara Peruwianka.
Rano byłem na miejscu, wynająłem niezłą norkę (dosłownie) i pojechałem zobaczyć słynne linie z Nazca.
Są dwie opcje zobaczenia linii: lot samolotem lub punkt widokowy. Półgodzinny lot kosztuje 90 USD i jak powiedziały mi spotkane tutaj Polki, to wyrzucone pieniądze, bo za dobrze nie widać, a zdjęć też za bardzo nie da się zrobić. Został mi więc punkt widokowy z którego można zobaczyć dwie figury: dłonie i drzewo.
Słabe to było. O 22.00 kolejny autobus tym razem do Limy (8 godzin). Zamieszkałem w Hotelu Gran. Fajny hotel ze starymi meblami plus na wyposażeniu... nocnik. Wyruszyłem na ostatni obchód miasta. Nie planowałem tego, ale jakoś tak wyszło, że trafiłem na jakiś festyn na którym podawano świnkę morską z grilla. Cuy - świnka gwinejska, cóż mięsa na tym tyle ile na wychudzonym wróblu, w smaku podobne do kurczaka. Raz wystarczy. Na drugi i ostatni nocleg pojechałem w okolice lotniska. Mieszkam w Hostelu Truskawka na ul. Truskawkowej. Okolica nie za bardzo truskawkowa. Do spożywczaka nie wejdziesz, wszystkie zamknięte na kraty, zakupy załatwiasz na chodniku. Czyli bezpiecznie to tu nie jest.
Jutro, czyli w poniedziałek o 8.50 mam pierwszy lot Sao Paulo. Będzie podsumowanie. Za jakiś czas. Muszę się pakować.
Yeah! Świnka morska!
OdpowiedzUsuń