czwartek, 31 października 2013

12. Kanion Colca czyli Polak potrafi

O 1.00 w nocy miałem autobus do Cabanaconde i by tradycji stało się zadość jak to w nocnym autobusie siedziała obok mnie stara Peruwianka.
Cabanaconde to miasto z którego schodzi się do Kanionu Colca odkrytego przez Polaków w 1981 r.
 12 km. przed miastem znajduje się punkt widokowy Cruz del Condor, z którego ogląda się kondory, o ile ma się szczęście. Ja dotarłem tam o 6.00 rano jako jedyny turysta wraz z Peruwiańczykami, którzy rozstawiali swoje kramy. Pierwsze autobusy z turystami pokazały się o 7.30, a kondorów brak. Dopiero około 8.00 nadleciały, sztuk 2, zrobiły parę kółek i odleciały. Po jakichś 15 minutach kolejna tura i już więcej się nie pokazały, ale udało mi się zrobić parę fajnych zdjęć.
Do miasta dotarłem o 10.00 i od razu udałem się do kanionu 3200 m w dół, schodziło się nawet znośnie, ale jak pomyślałem, że następnego dnia będę musiał wychodzić tą samą trasa już nie było mi do śmiechu.
Po 1 godz. 40 minutach na dnie kanionu czekała na mnie oaza, czyli 4 resorty i każdy z basenem. Zamieszkałem z prostej chatce bez prądu (którego nie było nigdzie poza hotelową restauracją). Pierwsze co zrobiłem, to poszedłem popływać w basenie (po raz pierwszy i ostatni podczas tej podróży), potem nad rzekę. Gdy wróciłem było po 18.00 i cały ośrodek popadł w ciemności. Bez latarki nie pozostało nic innego jak przygotować się do spania. Jako, że poprzednią noc spędziłem w autobusie, byłem trochę zmęczony więc z zaśnięciem nie miałem problemów.
Następnego dnia wyszedłem o 7.40 robiąc mały zapas czasu, bo wiedziałem, że autobus z Cabanaconde do Arequipy jest o 11.30. Cóż mogę powiedzieć, nie było to łatwe wyjście, ile razy robiłem przystanki, tego sam nie wiem. Pocieszam się tym, że tak samo zachowywali się turyści, których mijałem po drodze.
Kanion Colca zdobyty.
Do miasta dotarłem o 10.30, wypiłem hektolitry wody i odjechałem w 6-godzinna podróż do Arequipy.

Cruz del Condor

.

.

.

W oczekiwaniu na turystów

.

.

Kondor nad Kanionem Colca


.

.

.

.

.


Droga do kanionu

Oaza na dnie kanionu

.

Kanion Colca

.

.

Paraiso Las Palmeras Lodge





11. Cud w Arequipie

Do Arequipy dotarłem w sobotę o 22.00. Z dworca do centrum było jakieś 2 km, które przebyłem piechotą  idąc dosyć nieciekawymi uliczkami. Zanim znalazłem swój hostel była 23.00
Rano wyruszyłem na zwiedzanie. Arequipa nazywana jest białym miastem z powodu budulca użytego do budowy - białego kamienia sillar. Tradycyjnie jak prawie w każdym większym mieście, w centralnym miejscu miasta znajduje się Plaza de Armas i Katedra.
Ale mój pobyt tutaj i tak zdominowało wydarzenie z niedzieli.
A było to tak...
Był upalny dzień, więc postanowiłem napić się piwa, wstąpiłem do jedynego chyba w mieście sklepu samoobsługowego. Chodzę wśród regałów, aż tu nagle zauważam przechodzącą białą twarz, dziwnie mi znajomą, ona cofa się, nasz wzrok się spotyka i....następuje wielki krzyk, padamy sobie w objęcia.
Aga, z którą nie widziałem się 8 lat, a kiedyś pracowaliśmy razem, tez wybrała się na podbój Ameryki Południowej. Nasze spotkanie uczciliśmy piwem na głównym palcu miasta.
I niech ktoś mi powie, że cuda się nie zdarzają.

Katedra

Plaza de Armas



Plaza de Armas nocą


niedziela, 27 października 2013

10. Sucre, Cochabamba, La Paz - pożegnanie Boliwii

W poniedziałek dotarłem do Sucre - konstytucyjnej stolicy Boliwii. Wyczytałem w przewodniku, że z dworca autobusowego do centrum jeżdżą minibusy nr 3. Akurat jeden z nich podjechał. Wsiadłem. Jadę już dobre 15 minut, jakoś nic mi tu na centrum nie wygląda, jak zobaczyłem jakieś peryferia miasta i to, że zostałem sam w busie, wiedziałem, że zajechałem za daleko. Bus zatrzymał się i kierowca zapytał po hiszpańsku: gdzie chciałeś dojechać, ja że centro, no i oboje zaczęliśmy się śmiać. Powiedział, że za 5 minut rusza z powrotem (to zrozumiałem). Pomyślałem, że skoro wie gdzie chce wysiąść to mi powie, ale on nie powiedział i na dodatek jechał inną trasą. A uświadomiłem to sobie, jak zobaczyłem....dworzec autobusowy. Byłem więc w punkcie wyjścia i straciłem na to godzinę. Zrobiłem podejście nr 2, tym razem czujnie z mapą kontrolowałem trasę i udało mi się wysiąść w odpowiednim miejscu. Dotarłem do mojego hostelu. Rezerwację miałem zrobioną przez hostelbookers i tym razem właściciel powitał mnie słowami: ola Marius, no jak się ma 5 pokoi do wynajęcia i jedyny przyjazd w tym dniu, to można zapamiętać imię gościa. Pomylił tylko kraje, bo wziął mnie za Australijczyka. To najlepszy nocleg, jaki miałem w Boliwii, fajny pokój, z okna widok na park. Jedynka - 20 zeta. Ogólnie Sucre przypadło mi do gustu, miałem 2 dni na szwędanie się po mieście, oczywiście główny plac, kościoły, targ - to tutaj standard. Ale mnie to miasto będzie kojarzyć się z ciastem, tak, na targu u pewnej pani kupowałem codziennie niesamowitą tartę. Mucho bueno.
W środę o 20.00 miałem nocny autobus do Cochabamby (9 godzin). Że też zawsze w nocnych autobusach trafiają mi się stare Indianki na siedzeniu obok. Chociaż ta tym razem nie parła na mnie. Na miejscu byłem o 5.00 rano i tak przyciąłem komara, że kierowca mnie budził na dworcu jak już nikogo nie było w autobusie.
Wypiłem kawę i poczekałem do 6.00 potem ruszyłem w poszukiwaniu noclegu. Znalazłem, znowu za 20 zeta w samym centrum miasta. Szybki prysznic i spanie do 11.30.
Cochabamba słynie z ogromnego posagu Chrystusa (34,20 m), większego niż ten w Rio de Janeiro, ale już nie największego na świecie dzięki "naszemu" w Świebodzinie. Na górę wyjeżdża kolejka gondolowa - koszt niecałe 4 PLN  w dwie strony.
W piątek rano powrót do La Paz, tam nocleg i w sobotę wyjazd do Peru.
Ale sobie zrobiłem pożegnanie Boliwii, że niech mnie...
Wieczorem dotarłem do La Paz. To że spałem w niezłej spelunce niedaleko dworca, to było do przeżycia, ale to, że mieszkałem nad nocnym klubem, o równie niewygórowanej renomie to już do zniesienia nie było. O 21.00 zaczęła się dyskoteka i trwała do 03.30 nad ranem. Wszystkie boliwijskie przeboje mam w jednym palcu, był taki huk, że nawet nie mogłem pomyśleć o tym, żeby zasnąć. Gdy mi się to już udało o 04.00, o 07.00 zadzwonił budzik. Szybko na dworzec autobusowy i cała sobota spędzona w autobusach.
Jak wsiadłem o 08.00 rano do pierwszego, to wysiadłem z trzeciego o 22.00, ale już w Peru.




Iglesia de Santo Domingo



Sucre nocą

Posąg Chrystusa w Cochabamba


Tu znają się na rzeczy

Na granicy

Na granicy boliwijsko-peruwiańskiej







poniedziałek, 21 października 2013

9. Potosi - srebrna dolina

W sobotę popołudniu dotarłem do Potosi - górniczego miasteczka słynącego z kopalń srebra. Wszystkie tutejsze biura podróży organizują wycieczki do tych kopalń. Wygląda to dosyć ciekawie, dostaje się kombinezon, kask, czołówkę
i przemierza się wąskie korytarze, trasa ma parę kilometrów, wszędzie zapach siarki. Tyle teoria, bo w praktyce okazało się, że w niedzielę kopalnie są zamknięte i pozostało mi całodzienne zwiedzanie miasta. W poniedziałek musiałem już wyjechać do Sucre, więc wielka d......Odpadła mi jedna z fajniejszych atrakcji.
W Potosi znalazłem najtańszy jak do tej pory nocleg za 15 zeta w "Residencia Tarija" Taaa...rezydencja, że niech mnie...
Wybrałem się na targ - ogólnie Chiny górą. W części gastronomicznej zachęcano mnie do kupna deserów z bitą śmietaną, stojących na pełnym słońcu. Jakoś tak w zasięgu wzroku nie widziałem toalety, więc grzecznie odmówiłem. Była tez pani smażąca ziemniaki z flakami, te które jadłem w La Paz. Chciałem zrobić zdjęcie, ale kobita z uśmiechem na ustach powiedziała, że nie i zanurzając łyżkę w gorącym oleju chciała mnie nim oblać. Coś nerwowi Ci ludzie. Mogłem się o tym przekonać jak jadąc miejskim mikrobusem po mieście, jakiś kierowca z innego busa zwyzywał naszego, więc gdy stanęliśmy na światłach, ten wysiadł, podszedł do gościa i dał mu z liścia. Zaczęła się szarpanina, zbiegowisko ludzi, ale jak zapaliło się zielone światło, nasz kierowca spokojnie wrócił i pojechaliśmy dalej. Ale ogólnie miły był, skasował mnie połowę za przejazd.
Niedzielę zakończyłem przeczytaniem trzeciej książki i zrobieniem kilkudziesięciu zdjęć. Wybrane poniżej.

W drodze do Potosi





Katedra







 


Targowe desery

I jak tu odmówić?

Na te lody się skusiłem