W sobotę popołudniu dotarłem do Potosi - górniczego miasteczka słynącego z kopalń srebra. Wszystkie tutejsze biura podróży organizują wycieczki do tych kopalń. Wygląda to dosyć ciekawie, dostaje się kombinezon, kask, czołówkę
i przemierza się wąskie korytarze, trasa ma parę kilometrów, wszędzie zapach siarki. Tyle teoria, bo w praktyce okazało się, że w niedzielę kopalnie są zamknięte i pozostało mi całodzienne zwiedzanie miasta. W poniedziałek musiałem już wyjechać do Sucre, więc wielka d......Odpadła mi jedna z fajniejszych atrakcji.
W Potosi znalazłem najtańszy jak do tej pory nocleg za 15 zeta w "Residencia Tarija" Taaa...rezydencja, że niech mnie...
Wybrałem się na targ - ogólnie Chiny górą. W części gastronomicznej zachęcano mnie do kupna deserów z bitą śmietaną, stojących na pełnym słońcu. Jakoś tak w zasięgu wzroku nie widziałem toalety, więc grzecznie odmówiłem. Była tez pani smażąca ziemniaki z flakami, te które jadłem w La Paz. Chciałem zrobić zdjęcie, ale kobita z uśmiechem na ustach powiedziała, że nie i zanurzając łyżkę w gorącym oleju chciała mnie nim oblać. Coś nerwowi Ci ludzie. Mogłem się o tym przekonać jak jadąc miejskim mikrobusem po mieście, jakiś kierowca z innego busa zwyzywał naszego, więc gdy stanęliśmy na światłach, ten wysiadł, podszedł do gościa i dał mu z liścia. Zaczęła się szarpanina, zbiegowisko ludzi, ale jak zapaliło się zielone światło, nasz kierowca spokojnie wrócił i pojechaliśmy dalej. Ale ogólnie miły był, skasował mnie połowę za przejazd.
Niedzielę zakończyłem przeczytaniem trzeciej książki i zrobieniem kilkudziesięciu zdjęć. Wybrane poniżej.
 |
| W drodze do Potosi |
 |
| Katedra |
 |
| Targowe desery |
 |
| I jak tu odmówić? |
 |
| Na te lody się skusiłem |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz