piątek, 18 października 2013

8. La Paz - stolica czarownic

Że też na środę musieli zaplanować ten strajk. Oczywiście wtedy, kiedy ja chciałem dotrzeć do La Paz, wszystkie drogi dojazdowe do stolicy zostały zablokowane i tak zamiast być na miejscu o 16.00, byłem o 18.30. Ściemniało się już, a do centrum miałem dobre 2 km. Przewodnik radził wziąć taxi, bo La Paz do bezpiecznych nie należy. Nie wziąłem, dotarłem, żyje. Zamieszkałem w Hostelu Maya za 35 PLN ze śniadaniem. Mieszkam obok placu San Francisco oraz znanego Targu Czarownic. Nazwa adekwatna do tego co się tu sprzedaje, a więc kupić można: specyfiki na przeróżne dolegliwości, amulety, zasuszone płody lam i innych zwierząt służące do odczyniania czarów.
Nie powiem, dziwnie to wszystko wygląda.
Wielu zabytków tu nie ma, ale miasto fajne. No i przede wszystkim czuję, że mój portfel tu trochę odpocznie, bo w Boliwii wszystko jest tańsze o połowę niż w Peru.
A jeszcze z ciekawostek mają tutaj al. Juan Pablo II.
Wieczorem wyszedłem na miasto zjeść coś czego jeszcze nie jadłem. I nawet mi się udało. Zobaczyłem tłumek ludzi wokół gościa stojącego przy dużej, białej, blaszanej misce postawionej na palniku. W środku smażyły się ziemniaki i coś jeszcze - długie, cienkie i na pewno pochodziły z jakiegoś zwierza.....tak to były flaki. Zamówiłem małą porcję i polałem jakimś ostrym sosem. Delicje to to nie były, ale zjeść się dało. No i nie twierdze, że to kiedykolwiek zjem jeszcze raz.
Ale obiecuję, że to nie koniec dziwnych potraw.
Obowiązkowo musiałem odwiedzić dworzec autobusowy, by kupić bilet na kolejny etap podróży. Kupowałem po hiszpańsku,więc  mam nadzieję, że dojadę tam gdzie chciałem.

La Paz


La Paz

Chrupki

Plac San Francisco


Na Targu Czarownic

Na Targu Czarownic

Na Targu Czarownic



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz