W środę rano wyjechałem autobusem z Cuzco do Santa Maria. Oczywiście nie obyło się bez opóźnienia (tym razem 1,5 godz.) siedząc w podstawionym na czas autobusie. Podróż trwała 6 godz.
Info praktyczne dla podróżników: nie pytajcie w informacji turystycznej lub biurach podróży w Cuzco czy jest lokalny autobus do Santa Maria, bo odpowiedzą, że nie ma i będą próbowali sprzedać Wam dwa lub trzy razy droższy bilet. Otóż są bezpośrednie autobusy z terminala Santiago. Cena biletu 20 SOL .
Z Santa Maria trzeba wziąć taxi do Santa Teresa, odjeżdżają jak zbierze się komplet, koszt miejsca 10 SOL. Mnie trafiła się jakaś stara toyota. Akurat były cztery chętne osoby, więc szybko wyjechaliśmy. Czas podróży - 45 minut. Luzik. Ja oczywiście jako jedyny turysta. Droga szutrowa, kurz wdziera się do samochodu każdą możliwą dziurą, nie ma czym oddychać. Z jednej strony ogromne skały, co chwilę ostrzeżenie o spadających kamieniach, a z drugiej przepaść. Droga wąska, że trudno wyminąć się dwóm samochodom. Jeden niewłaściwy ruch kierowcy i nie zobaczę Machu Picchu. Ale jedziemy. Wtem na drodze pojawia się pani i nas zatrzymuje. Okazuje się, że panią zabieramy. Trafia na czwartego, na tylne siedzenie obok mnie. Komfort już trochę mniejszy, ale jedziemy. Po pewnym czasie naszym oczom ukazuje się starsza kobiecina, typowa Indianka - dwa warkocze, melonik, kolorowy tobół na plecach plus w rękach dwie pełne siaty. Nie wierzę własnym oczom, kierowca zatrzymuje się i pakuje toboły do bagażnika wraz z ....Indianką. Kobiecina nie zajęła nam wolnej przestrzeni więc komfort jakby się nie zmniejszył. Jedziemy.
Widzę trójkę dzieciaków. Nie, nie, nie, tego już nie da się zrobić. Się okazuje że w Peru jak najbardziej. Dwójka dzieci trafia na kolana do faceta, który siedzi z przodu, trzecie do kobiety, która siedzi obok mnie. No teraz komfortowo już nie jest. Ale jedziemy. Nasz samochód wygląda tak: kierowca, ośmiu pasażerów i babka w bagażniku. Folklor jest. Dojeżdżamy do miasteczka, na główny plac. Wysiadamy. Na Peruwiańczykach nie robimy żadnego wrażenia, ale turyści mają ubaw.
Z Santa Teresa czeka mnie jeszcze jeden kurs do Hidroelectrica. Tu też taxi, ale tylko 25 minut. Pytam kierowcę, gdzie złapać samochód. Tyle, że ja po angielsku a on tylko po hiszpańsku. Odchodzę na bok, ale zaraz słyszę: vamos amigo Hidroelectrica. Są chętne jeszcze trzy osoby, więc jedziemy. Kierowca robi parę kółek po miasteczku, z nadzieją, że jeszcze kogoś znajdzie, wszak miejsca u nas dużo i jest bagażnik.
Na szczęście chętnych nie było. Droga identyczna ale w samochodzie jakoś luźniej. Dojeżdżamy. Płacę 5 SOL. Z Hidroelectrica są dwie możliwości dostania się do Aquas Calientes. Pociąg, który kosztuje 18 USD, kursuje trzy razy w ciągu dnia i jedzie 40 minut lub przejście tych 10 km z buta. Tak się składa, że jak tam docieram właśnie na stacji stoi pociąg, więc czekam 5 minut aż odjedzie i ruszam w drogę torami kolejowymi. Jest godzina 16.40, zdaję sobie sprawę, że do miasteczka dotrę już po zmroku. Po drodze mijam kilkanaście osób idących w moim kierunku lub wracających. O 18.00 nastaje ciemność. W sumie nie byłoby nic strasznego, gdyby nie dwa 100 metrowe tunele, przez które przechodzę w zupełnej ciemności.
Do miasteczka docieram o 18.30. Szukam swojego hostelu, adres mam ale na mapie ulicy nie widzę. Chodzę tak w ciemno i nagle.....jest - rozświetlony szyld Bright Hostel. Tu na szczęście nie mam problemów, choć wydaje mi się że pani po odebraniu mojej rezerwacji, pobiegła sprzątać pokój, bo nie było jej dobre 15 minut.
Aquas Calientes czyli Gorące Źródła nie miałyby dla nikogo żadnego znaczenia gdyby nie Machu Picchu.
Z racji, że jedyną opcją dostania się do Aquas Calientes jest pociąg lub ewentualnie przejście torami, Peruwiańczycy wykorzystali to nieźle kasując za wszystko co najmniej potrójnie.
Bilet do Machu miałem wykupiony na piątek (koszt 180 PLN), razem ze wstępem na górę Waynapicchu 2693 mnpm.
Czwartek miałem wolny, więc postanowiłem w ramach rozgrzewki wyjść na górę Putucusi 2500 mnpm, z której w oddali można zobaczyć Machu. Na górę prowadzą kamienne stopnie i strome drabiny zrobione z pozbijanych, drewnianych belek. Wyjście 1,5 godz. Cóż, widoki z góry rzeczywiście niesamowite, zrobiły mi smaka na to co miałem zobaczyć już z bliska w piątek, ale...
Skoro to napisałem, znaczy się, że tam dotarłem, łatwo nie było, szczególnie dla górala niskopiennego.
Powiem krótko: jeśli nieobce jest Wam sapanie starej kobyły, to właśnie takie odgłosy wydawałem:-)
Są miejsca, które wystarczy zobaczyć tylko raz - to do niego należy.
Wróciłem, wziąłem prysznic i padłem...
W piątek pobudka o 3.30 nad ranem. Do bramy wejściowej Machu Picchu, którą otwierają o 6.00 idzie się 1,5 godz, też stromo, schodami pod górę. Musiałem zdążyć przed autobusami pełnymi turystów. Łatwo nie było, szczególnie, że cały czas padał deszcz, na szczęście rozpogodziło się tuż przed 6.00, jak już stałem przy wejściu.
Panie i Panowie czapki z głów. To o zobaczyłem nie da się opisać słowami. Spełniło się moje kolejne marzenie. Machu Picchu to coś niesamowitego. Na godz. 10.00 miałem wykupiony wstęp na górę Waynapicchu, 2693 mnpm i znowu schody. Codziennie wpuszczanych jest na tę górę 400 osób, w dwóch turach. To ta góra za ruinami Machu Picchu uwieczniona na każdej pocztówce, czy folderze.
Z ruin Machu znowu schodami, ale tym razem w dół zszedłem do miasta, co trwało prawie godzinę. Zszedłem to za dużo powiedziane, powłóczyłem nogami byłoby lepszym określeniem. Marzyłem tylko o prysznicu i łóżku, ale przed hostelem był sklep spożywczy, więc w nagrodę kupiłem sobie litrowe piwo.
Myślę, że wychodzenie na jakiekolwiek góry wyczerpałem podczas tej podróży, a i schody będę omijać szerokim łukiem, no chyba, że ruchome. W sobotę wracam do Cuzco i w dalszą drogę.
| No to w drogę, 10 km.przede mną. |
| Jeszcze tylko 5 km. |
| Drabiną na szczyt Putucusi. |
| Putcusi - nigdy wiecej. |
| Aquas Calientes widziane z Putucusi |
| Aquas Calientes. |
| Machu Picchu - najważniejszy punkt tej podróży. |
Juuuuuuuaaaaa! I LAMY!! POEZJA! W ogóle, to fantastycznymi zdjęciami okraszasz swoje pisanie :) Ja wiem, że miejsca i egzotyka i w ogóle - to wszystko jest wyjątkowo fotogeniczne i wdzięczne ale wiesz.
OdpowiedzUsuńBTW te drabiny są przerażające o.O
Czytamy Cię!
Mario!!! Piekne fotki, jak bylam pozniej to lamy byly tylko na dole a nie kolo tej chatki skad robi sie pocztowkowe fotki MP. Ja tam szlam 4 dni, wiec nie mow, ze Ty sie meczyles ;)))
OdpowiedzUsuń