Do Arequipy dotarłem w sobotę o 22.00. Z dworca do centrum było jakieś 2 km, które przebyłem piechotą idąc dosyć nieciekawymi uliczkami. Zanim znalazłem swój hostel była 23.00
Rano wyruszyłem na zwiedzanie. Arequipa nazywana jest białym miastem z powodu budulca użytego do budowy - białego kamienia sillar. Tradycyjnie jak prawie w każdym większym mieście, w centralnym miejscu miasta znajduje się Plaza de Armas i Katedra.
Ale mój pobyt tutaj i tak zdominowało wydarzenie z niedzieli.
A było to tak...
Był upalny dzień, więc postanowiłem napić się piwa, wstąpiłem do jedynego chyba w mieście sklepu samoobsługowego. Chodzę wśród regałów, aż tu nagle zauważam przechodzącą białą twarz, dziwnie mi znajomą, ona cofa się, nasz wzrok się spotyka i....następuje wielki krzyk, padamy sobie w objęcia.
Aga, z którą nie widziałem się 8 lat, a kiedyś pracowaliśmy razem, tez wybrała się na podbój Ameryki Południowej. Nasze spotkanie uczciliśmy piwem na głównym palcu miasta.
I niech ktoś mi powie, że cuda się nie zdarzają.
| Katedra |
| Plaza de Armas |
| Plaza de Armas nocą |
Haha! No to trzeba mieć szczęście żeby tak się spotkać! Jak do tej pory to wciąż spotykamy Polaków ale jakoś się nie zaprzyjaźniamy.
OdpowiedzUsuń